Obsesje, natręctwa religijne (skrupuły) i spowiedź: jak przerwać błędne koło?

Obsesje i natręctwa religijne (skrupuły) – czym są?

Zanim odpowiem na pytanie zawarte w tytule artykułu, chcę wyjaśnić, czym są obsesje i natręctwa religijne (w przestrzeni duchowo-religijnej nazywane skrupułami) oraz towarzyszący im lęk. Zgodnie z tym, co pisze w swojej książce „Skrupulatom na ratunek” Emanuel Działa OP, „Wątpliwości i niepokój skrupulata nie mieszczą się w dziedzinie sumienia, lecz zdrowia psychicznego. Zbadanie natury jego uporczywych wątpliwości i niepokojów należy w głównej mierze do psychologa”[i]. Uświadomienie sobie przez skrupulata, że jego cierpienie jest przejawem zaburzenia emocjonalnego a nie niewierności Bogu, jest zatem pierwszym krokiem na drodze do zdrowienia. Idąc dalej, można by powiedzieć, że obsesje i natręctwa religijne wraz z towarzyszącym im lękiem są niczym innym jak zaburzeniem obsesyjno-kompulsyjnym przejawiajacym się właśnie w sferze duchowo-religijnej człowieka.

Obsesje i natręctwa religijne

Skąd się biorą?

  • Ich pojawienie się jest następstwem traum doświadczonych w dzieciństwie i wczesnej młodości. Traumę rozumiem jako doświadczenie subiektywne, przerastające i raniące dziecko, niezgodne z jego potrzebą miłości. Taką traumą może być np. porzucenie dziecka – fizyczne lub emocjonalne, wszelkie naruszenie jego granic, ale też – częste w przypadku skrupulatów –  wzrastanie w atmosferze cieplarnianej lub rygorystycznej, w aurze silnej presji rodziców, w systemie nagród i kar.
  • W  wyniku tych traum w dziecku budzi się  – na poziomie nieświadomym – cała gama mieszanych uczuć: „mordercza wściekłość, wina [wywołana tą wściekłością], żal, tęsknota, miłość i ból z powodu zerwanych więzi[ii].
  • Ponieważ przeżywanie tych uczuć byłoby zagrażające dla miłosnej więzi dziecka z najbliższymi osobami (zazwyczaj rodzicami), w dziecku pojawia się lęk. Zadaniem tego lęku jest ostrzegać psychikę dziecka właśnie przed zagrożeniem, jakim są nieświadome uczucia, i w związku z tym wysyłać sygnał, by psychika poradziła sobie z nimi w inny, zastępczy sposób, czyli by wytworzyła tzw. mechanizmy obronne. To wszystko dzieje się oczywiście na poziomie nieświadomym.

Obsesje i natręctwa religijne (skrupuły) – więcej o mechanizmach obronnych i karze.

  • Jednym z takich mechanizmów obronnych u skrupulata (m.in. w związku z tym, że wzrastał w klimacie nakazów i zakazów) jest wykształcenie patologicznego superego, czyli tej części psychiki, która zawiera w sobie zakazy, nakazy i normy moralne. Osoby z takim patologicznym superego stają się bardzo surowe i wymagające wobec siebie, karzą się  – na poziomie nieświadomym – za najmniejsze potknięcia, za najdrobniejsze uchybienia m.in. w obszarze norm moralnych. Ale karzą się jeszcze za coś – za nieuświadomione uczucia, które w sobie mają, zazwyczaj za złość lub uczucia seksualne. Dla takiej osoby najmniejsza wątpliwość w obszarze wiary czy najdrobniejszy przejaw złości skierowanej do Boga są wystarczającym powodem, by wymierzyć sobie karę.
  • Jednym ze sposobów karania się przez skrupulata jest zadręczanie się natrętnymi myślami, obsesjami i oskarżeniami. Może to być na przykład powracająca natrętna myśl o treści seksualnej lub przekleństwo skierowane pod adresem Boga w czasie modlitwy a zaraz po nich oskarżanie się o popełnienie grzechu. Paradoks skrupulata polega na tym, że im bardziej ma wyparte uczucia seksualne i złość, z tym większą mocą one nacierają w postaci natrętnych myśli lub obrazów i uruchamiają mechanizm oskarżania się.
  • Po fali obsesji zazwyczaj nadciąga fala natręctw. Są to rytualne czynności, których rolą jest z jednej strony ukarać skrupulata a z drugiej strony obniżyć choć trochę lęk (napięcie). Natręctwa mają jeszcze zazwyczaj trzecią funkcję, ale o niej za chwilę. Do natręctw religijnych zaliczają się wszelkie formułki i modlitwy wypowiedziane do Boga nie tyle jako przejaw czci i pragnienia bliskości, co właśnie jako regulator lęku i chęć zadośćuczynienia za „grzeszne” obsesje. Ważnym natręctwem religijnym jest też spowiedź – o niej też więcej za chwilę.
  • Jeszcze inną powszechną formą karania się przez skrupulata jest wycofanie się z relacji z Bogiem lub z ludźmi. Można by powiedzieć, że ta forma kary jest konsekwencją dwóch wcześniejszych form karania. Osoba cierpiąca z powodu obsesji i natręctw po prostu uważa, że skoro dopuszcza się tak strasznych przewin, to nie zasługuje na bliskość i miłość Boga czy drugiego człowieka. Myśl o popełnionych wykroczeniach powoduje tak duże cierpienie i lęk, że skrupulat postanawia wycofać się z relacji.
  • Kolejnym mechanizmem obronnym, jaki często pojawia się u osoby z obsesjami i natręctwami religijnymi – oprócz patologicznego superego – jest projektowanie tego surowego superego na inne osoby – na ludzi i Boga. Taka projekcja jest niczym innym jak przypisaniem innym osobom swoich własnych skłonności do surowego osądu, oskarżania i chęci ukarania siebie. Oczywistą konsekwencją projekcji jest jeszcze bardziej nasilony lęk, bo jak tu nie bać się Boga, który jest bardzo surowy, wymagający i za najmniejsze nasze potknięcie chce nas ukarać? Kolejną naturalną konsekwencją takiej projekcji są wspomniane powyżej natręctwa – czyli np. modlitwy lub spowiedź. Mają one za zadanie nie tylko ukarać „przestępcę”, ale również przebłagać surowego Boga i uchronić skrupulata przed jeszcze większą karą.
  • I wreszcie trzecim charakterystycznym mechanizmem obserwowanym u osób  z obsesjami i natręctwami religijnymi jest brak autonomii i samodzielności, brak gotowości do podejmowania dezycji i brania za nie odpowiedzialności. Mechanizm ten jest oczywiście związany ze strachem przed surowym superego i karą. Przejawem tego mechanizmu u skrupulata jest na przykład zasypywanie spowiednika mnóstwem „złych uczynków”. Bierze się to stąd, że osoba taka boi się sama zdecydować, co na liście jej przewin rzeczywiście jest grzechem a co nie lub co jest grzechem ciężkim a co nie. Dlatego na wszelki wypadek spowiada się ze wszystkich swoich niedociągnieć i oczekuje, że spowiednik określi za nią, które z nich kwalifikują się jako grzech ciężki.

Jak pomóc osobie cierpiącej z powodu natręctw i obsesji religijnych oraz lęku?

  • Tak jak już pisałam, pierwszym krokiem na drodze uzdrowienia takiej osoby jest uświadomienie sobie, że dolegliwość ta nie jest przejawem niewierności Bogu, lecz zaburzenia w sferze emocjonalnej.
  • Kolejną rzeczą, którą skrupulat może dla siebie zrobić, by doświadczyć ulgi w cierpieniu, jest zwrócenie się o pomoc do mądrego, empatycznego, łagodnego i znającego się na problemie skrupułów kapłana, który będzie ukazywał cierpiącej osobie Boga jako kogoś, kto kocha bezwarunkowo, jest łagodny, czuły, kocha zabawę i przygodę[iii], a nie jako surowego Boga-sędziego lub Boga-księgowego, który skrupulatnie rozlicza człowieka z każdego przejawu niedoskonałości i wymierza karę. Warto udać się po pomoc do kapłana, który będzie uczył skrupulata, że „grzech jest powszechną rzeczywistością ludzką[iv], poza którą nie możemy się znaleźć w czasie życia ziemskiego; który będzie pokazywał skrupulatowi spowiedź nie jako „magiczny środek odpuszczania grzechów ani obrzęd samoukarania, lecz uznanie stanu grzesznej natury ludzkiej oraz spotkanie z Chrystusem przebaczającym i leczącym”[v]; który ustali razem z penitentem konkretne zasady spowiedzi, których ten ma się trzymać, czyli np. spowiedź nie częstsza niż raz w miesiącu, wypowiadanie w czasie spowiedzi maksymalnie dwóch lub trzech grzechów, używanie krótkich zdań w czasie spowiedzi, bez dodatkowych objaśnień. Zasady te pomogą skrupulatowi powoli uczyć się łagodniejszego podejścia do własnych wykroczeń oraz autonomii w określaniu, które z jego czynów rzeczywiście zasługują na miano poważnego grzechu lub grzechu ciężkiego, który warto wyznać w czasie spowiedzi.
  • Jeszcze inną formą niesienia ulgi osobie z obsesjami i natręctwami religijnymi jest farmakoterapia. Lekarze psychiatrzy przepisują pacjentom z takim zaburzeniem leki typu SSRI lub SNRI, które obniżają poziom lęku oraz zmniejszają nasilenie obsesji i natręctw. Jednak należy pamiętać, że sama farmakoterapia jest zazwyczaj niewystarczająca w perspektywie długofalowej, gdyż nie eliminuje przyczyn zaburzenia.
  • Zasadniczą formą leczenia osoby cierpiącej z powodu obsesji i natręctw religijnych jest praca z psychoterapeutą. Praca taka z jednej strony ma zmierzać do łagodzenia surowości pacjenta względem samego siebie, uzmysłowienia takiemu pacjentowi, że popełnianie błędów i uleganie słabości jest czymś powszechnym, po prostu leży w naturze człowieka. Z drugiej strony, praca ta ma na celu uświadamianie pacjentowi, jakich mechanizmów samokarania używa i zapraszanie go do tego, by je porzucał. Z trzeciej strony, praca psychoterapeutyczna z taką osobą powinna polegać na uczeniu jej samodzielności w myśleniu i podejmowaniu decyzji. W praktyce oznacza to, że pacjent z obsesjami i natręctwami – poprzez trwanie w relacji z psychoterapeutą – powinien doświadczać jego bezwarunkowej pozytywnej uwagi[vi], zrozumienia, przyjęcia i akceptacji całej jego osoby (z mocnymi i słabymi stronami), powinien mieć przestrzeń w gabinecie na popełnianie błędów, na mówienie o tym, czego on chce i oczekuje od współpracy terapeutycznej. I wreszcie – w najgłębszym wymiarze – praca w gabinecie z takimi osobami powinna prowadzić do umożliwienia i ułatwienia pacjentowi przeżycia wypartych mieszanych uczuć, skrywanych pod lękiem i mechanizmami obronnymi, a więc wściekłości i wypływającej z niej winy a także bólu, rozpaczy, żalu, tęsknoty za miłością i uczuć seksualnych. Gdy pacjent pozwala sobie na przeżycie tych wszystkich uczuć, okazuje się, że stosowanie mechanizmów samokarania oraz obecność lęku nie są już potrzebne.

Najczęściej zadawane pytania dotyczące obsesji i natręctw religijnych.

Nie. Jeśli uwzględnimy fakt (omówiony powyżej), że tego typu zaburzenie dotyczy sfery emocjonalnej a jedynie uwidacznia się w sferze duchowej, to szukanie pomocy u egzorcysty jest raczej bezzasadne.

Nie wiem, czy całkowicie, ale na pewno w bardzo dużym stopniu, w takim, że objawy przestają zaburzać normalne codzienne funkcjonowanie i przestają być udręczeniem. Mogą lekko się nasilać w okresach większego stresu.

Badania wykazują, że tego typu zaburzenie jest w jakimś stopniu uwarunkowane genetycznie, jednak warto wziąć pod uwagę w tej kwestii głos E. Działy: „Gdyby dzieci rodziców skrupulatów zostały wychowane w zdrowym środowisku, byłyby zupełnie normalne, z pewną tylko skłonnością dziedziczną, z nieznaczną łatwością popadnięcia w skrupuły w warunkach temu sprzyjających.”[vii]

Nie, leki te nie uzależniają. Jednak należy je przyjmować ściśle według zaleceń lekarza. Zwłaszcza gdy pacjent przyjmuje większe dawki leku, niestosowanie się do zaleceń może spowodować np. osłabienie organizmu i zawroty głowy.

Tak. Ponieważ skrupuły  – jak już wspomniałam powyżej – są przejawem zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego w sferze duchowo-religijnej, często towarzyszą im inne objawy tego zaburzenia z różnych innych sfer życiowych. Zwłaszcza jeśli chodzi o natręctwa, można zaobserwować u skrupulatów zbyt częste mycie rąk, kompulsywne sprzątanie i porządkowanie, wstrzymywanie oddechu, wypowiadanie różnych słów w myślach czy odliczanie w głowie zawsze wg takiego samego schematu.

Nie. Różnica jest zasadnicza. W przypadku obsesji religijnych osoba cierpiąca ma świadomość, że natrętne myśli czy obrazy rodzą się – choć wbrew jej woli – w jej własnym umyśle. Natomiast osoba będąca w stanie psychozy, cierpiąca z powodu urojeń, halucynacji czy omamów, jest przekonana, że myśli czy wrażenia zmysłowe, których doświadcza, pochodzą spoza niej, z zewnątrz. Mamy tu zatem do czynienia z zupełnie różnymi poziomami samoświadomości u tych dwóch typów pacjentów, a co za tym idzie – z innym umiejscowieniem tych dwóch stanów na kontinuum zaburzeń.


  • [i] Emanuel Działa OP, Skrupulatom na ratunek, wydawnictwo W drodze, 1982, s. 15
  • [ii] Jon Frederickson, Współtworzenie zmiany: Skuteczne techniki terapii dynamicznej, Harmonia Universalis, 2013, s. 420
  • [iii] Thomas Keating, God is all in all, wydawnictwo Wayfarer Books, 2024, s. 8 i 9, wolny przekład autorki artykułu
  • [iv] E. Działa, tamże, s. 46
  • [v] E. Działa, tamże, s. 45
  • [vi] Za Carlem Rogersem, ang. unconditional positive regard
  • [vii] E. Działa, tamże, s. 33